O Ojcu Świętym
„Mamy nowego Przyjaciela w niebie”
Monika:
Odszedł ktoś z naszej rodziny. Ktoś, kogo bardzo kochaliśmy. Tylko szkoda, że czasem ludzie sobie to uświadamiają,
kiedy jest za późno, kiedy tej osoby już nie ma. Kochaliśmy go i to chyba jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Myślę,
że nie mówię tego tylko za siebie, ale za większość młodych ludzi. Każdy z nas chce czuć się kochany, zauważony,
dotknięty poprzez słowo, miłe spojrzenie. On to właśnie robił. Nie znałam innych papieży przed nim, ale on mi
wystarczył, żeby wiedzieć, że można tak ukochać drugiego człowieka. Pokazał, że można to zrobić nie tylko z
perspektywy papieża, człowieka wierzącego, ale z perspektywy człowieka do człowieka. Co dalej? Wierzę, że nadzieja
rozbłyśnie w naszych sercach jeszcze bardziej i to, co nam mówił o miłości, o wierze, o przyjacielu, którego mamy w
Panu Bogu. Trzeba, żebyśmy to wszystko umieli przekazać dalej, a zwłaszcza, żebyśmy to pielęgnowali między sobą i
uczyli tego tych, którzy przyjdą po nas.
Iza:
Czuję się tak, jakby umarł ktoś z mojej rodziny. Z tą jednak różnicą, że nie potrafię się smucić, bo ja wiem, wierzę
w to, że on jest już z Chrystusem, że ogląda Go twarzą w twarz. Jest z ukochaną Maryją. Jest niesamowite dla mnie to,
że jest teraz z siostrą Faustyną i tymi wszystkimi świętymi, których sam kanonizował. Myślę, że teraz w niebie jest
wielka feta, że święci cieszą się z tego, że mają Ojca Świętego już u siebie. A tutaj, jest oczywiście smutek,
pustka, ale jednocześnie wielkie wyzwanie. Ojciec Święty zawsze wiele od nas wymagał. Mówił, że mamy od siebie
wymagać nawet wtedy, kiedy inni nie będą od nas wymagali. Kiedy się urodziłam, on już był, myślałam, że tak będzie do
końca mojego życia. Ja czułam się, że on wymaga ode mnie. Teraz, kiedy go już nie ma, sama muszę wymagać od siebie.
Jego już nie ma, ale myślę, że teraz jeszcze bardziej będzie nas wspierał modlitwą. Jestem pewna, że teraz jeszcze
więcej zdziała. Już są owoce jego śmierci. Teraz, kiedy go nie ma, jest nas więcej w kościele, niż kiedy jeszcze żył.
U Boga nie ma rzeczy niemożliwych. U Boga zawsze śmierć przechodzi w życie. Wierzę w to, że teraz Ojciec Święty
jeszcze bardziej będzie działał. I będziemy to mocniej czuli. Zyskaliśmy nowego przyjaciela w niebie. I to jest powód
do radości.
Ks. Jan Pazgan - duszpasterz akademicki:
Ta smutna wiadomość o śmierci Papieża dotarła do nas wtedy, kiedy modliliśmy się wspólnie z młodzieżą akademicką i
parafianami przed Najświętszym Sakramentem. Przeszyła nas jakimś ludzkim dreszczem, ale jednocześnie wielką ufnością,
że Pan Bóg jest Panem śmierci i życia. Wprawdzie serce Ojca Świętego tutaj na ziemi zatrzymało się, ale chyba każdy z
nas czuje, że zaczęło natychmiast bić w tam niebie. Myślę, że on więcej będzie teraz działał stamtąd, czuwając nad
Polską, nad światem w gronie świętych i błogosławionych. Patrząc na jego życie naprawdę można zobaczyć Chrystusa.
Za ten dar jesteśmy Bogu wdzięczni, chociaż brakuje słów, żeby to wyrazić. Trzeba to zrobić czynami, życiem. To, co
mówił trzeba teraz zastosować, bo na to wszystko zasłużył. Tę prawdę, którą głosił, sam pokazał jak można realizować.
Teraz pozostaje modlitwa. Mówiliśmy o nim Ojciec Święty. Rzeczywiście to był ojciec nie tylko z nazwy, ale z czynów,
z autentyczności, z miłości, z wyrozumiałości. Do tej pory prowadził nas za rękę, a teraz musimy iść sami. Jeśli
słucha się rodziców, jeśli słucha się ojca, zawsze dobrze na tym się wychodzi. Ojciec dobrze nam podpowiadał,
dobrze nas ukierunkował. My jesteśmy z jego szkoły, teraz musimy pokazać, że jego nauczanie jest w nas, że żyjemy
nim.
Pan Bronisław:
Wśród nas już nie ma Ojca Świętego. Jest to dla nas taki ciężki czas, ale równocześnie wielkie zobowiązanie. Bo
przecież zostawił nam wielką wiedzę, taki testament, ukazał nam drogę, którą powinniśmy iść do Jezusa. Pokazał nam
to zwłaszcza swoim przykładem, swoim cierpieniem, swoją postawą apostolską. To jest wielki Polak, wielki człowiek.
Najbardziej zapamiętam jego apostolską otwartość, zwłaszcza na młodzież. On tak pragnął, żeby nasza młodzież i
młodzież całego świata przylgnęła do Jezusa, żeby nie zagubiła się w zakamarkach nałogów. Pragnął ukazać tej
młodzieży piękny świat, przyszłość z Jezusem. Trudno teraz zebrać myśli.
Dawid:
Kiedy umarł nasz Ojciec, każdy z nas poczuł w sercu, że nadchodzi coś nowego, że pora coś zmienić w życiu własnym i
całego świata. Myślę, że po tej cywilizacji śmierci, która dominowała w XX wieku, XXI wiek przyniesie nam cywilizację
miłości, którą zapoczątkował Jan Paweł II swoim pontyfikatem. Dla mnie bardzo ważne było spotkanie w Legnicy w 1997
roku. Miałem to szczęście być na spotkaniu z papieżem. Pamiętam to oczekiwanie i tą niesamowitą energię,
jaką przekazywał ludziom. Wtedy poczułem się tak, jakbym potrafił przenosić góry. Myślę, że tę energię, tę pozytywną
myśl i siłę do pokonywania słabości i zła papież nam zostawia i pragnie, abyśmy ją przekazywali innym.
Wysłuchał ks. Waldemar Wesołowski
Refleksja po śmierci Papieża
|