Jesteś tutaj: strona główna > wydarzenia > relacja > 632



Wspomnienia o ś.p. ks. inf. Władysławie Bochnaku

Ks. bp Marek Mendyk, biskup pomocniczy diecezji legnickiej

Księdza infułata pamiętam przede wszystkim, jako człowieka niezwykle pogodnego i otwartego. Człowiek, który potrafił nawiązywać dobry kontakt z ludźmi, który chętnie dzielił się odpowiedzialnością. To, co najbardziej mnie jakoś budowało i czego mu chyba trochę zazdrościłem to umiejętność rozmawiania z ludźmi. I taka umiejętność prowadzenia różnych mediacji. Ksiądz Infułat umiał wczuć się w sytuacje tych ludzi, rozumiał ich potrzeby, czasem i krzywdy. Ale też i umiał znaleźć taki złoty środek, który pozwalał że Ci ludzie nigdy nie odchodzili zlekceważeni czy odrzuceni. Był to człowiek pracowity. Tytan pracy. Dzisiaj, kiedy przychodzi nam go żegnać, to widzę go takiego uśmiechniętego, takiego, który zawsze gotowy był wziąć pod ramię i powiedzieć „nie martw się, będzie dobrze, zobaczysz”. 

 

 

Ks. bp Edward Janiak z Kalisza

Księdza Infułata pamiętam od chwili wstąpienia do WSD we Wrocławiu. Był naszym opiekunem i wychowawcą. Zostanie mi w pamięci jako człowiek z wielka charyzmą, który łatwo nawiązywał kontakty z młodymi ludźmi. To człowiek legenda. Człowiek gór z mocnym charakterem. Był też bardzo odpowiedzialny. Cokolwiek wziął, to do końca z oddaniem doprowadził. Myślę, że wszyscy z wdzięcznością go wspominamy i dziękujemy Panu Bogu, że postawił go na naszej drodze.

 

 

Ks. Józef Lisowski, Kanclerz Legnickiej Kurii Biskupiej

Na temat Księdza Infułata mogę opowiadać dużo, nie tylko o sprawach poważnych, ale też dużo takich dykteryjek i zabawnych sytuacji. Był człowiekiem, którego nie można określić w jednej definicji. Z księdzem Infułatem znam się od ponad 40 lat. Kiedy rozpoczynałem studia teologiczne we Wrocławiu to przez 6 lat był opiekunem naszego rocznika. Te 6 lat wspominam jako wspaniała przygodę spotkania człowieka, który z jednej strony był naszym opiekunem, ale też starszym kolegą i przyjacielem. Ksiądz Infułat wywodzący się z tradycji góralskiej, wnosił do naszego środowiska wspaniałą postawę wiary, bezinteresowności, miłości. Tak, na co dzień pokazywał nam jak kochać Pana Boga. Pokazywał jak służyć Kościołowi. Był też wielkim patriotą. Jego przywiązanie do tradycji, do zwyczajów do Ojczyzny było widać nie tylko przy okazji większych uroczystości, ale tak, na co dzień.

 

 

Anna Kuczyńska, z parafii katedralnej

Ksiądz Infułat to przede wszystkim mistrz dyplomacji. Potrafił przeprowadzić najtrudniejsze rozmowy, w których wykazywał opanowanie, wysoki poziom kultury osobistej i zawsze szukał pokojowego rozwiązania sprawy. Zawsze wysłuchał drugiego człowieka i potrafił, jako kapłan przygarnąć błądzących – szukających drogi do pojednania się z Bogiem. Był oddany swojej parafii i całej diecezji.




 

Marzena Lewandowska, z parafii katedralnej

Księdza Infułata poznałam jako zwyczajna parafianka. Człowieka ciepłego i życzliwego, który naprawdę potrafił wyciągnąć rękę do osób potrzebujących. Miałam poważny wypadek, czekała mnie operacja kręgosłupa i wraz z mężem mieliśmy wtedy poważne problemy finansowe. Pomyślałam sobie wtedy, że pójdę do księdza Infułata i może on mi jakoś pomoże. A miał taki specyficzny dar patrzenia głęboko w oczy, przez co wiedział, co w człowieku siedzi. Potrafił przez to więcej się dowiedzieć niż człowiek sam o sobie mówił. Okazał nam wtedy wielką życzliwość i pomoc. Gotów był nawet zorganizować zbiórkę, żeby tylko sfinansować mi operację. Dzięki Jego pomocy, zostaliśmy wpisani na listę pomocy żywnościowej Caritas i to nam w tamtym czasie bardzo pomogło

 

Stanisława Repa, Prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Legnickiej

Zapamiętałam ks. Bochnaka, jako niezwykle ciepłego kapłana. Kapłana Soboru Watykańskiego II, który ciągle przypominał o roli ludzi świeckich w Kościele. Bardzo zachęcał do tego, ażeby osoby świeckie brały odpowiedzialność za społeczeństwo, za siebie i za cały Kościół. Przez lata współpracowaliśmy na różnych szczeblach. Zawsze podziwiałam go, za jego umiejętność godzenia różnych funkcji. Zapamiętam go także, jako opiekuna Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. To dzięki jego pracy i autorytetowi w większości parafii diecezji powstało SRK. Był na każdym zarządzie, każdym walnym zgromadzeniu. Był wielkim promotorem powstania raportu o stanie rodziny w dawnym województwie legnickim. Dla mnie to był zaszczyt pracować z człowiekiem tak niezwykle pracowitym.

 

Ewa Hammerszmidt, z parafii katedralnej

Znałam ks. Bochnaka od pierwszych dni, kiedy rozpoczął posługę w naszej parafii. Od początku był bardzo oddany świątyni i ludziom. Był człowiekiem o wielkim sercu i wielkim umyśle. Nigdy nie odmawiał pomocy potrzebującym i zawsze miał czas, aby się zatrzymać i porozmawiać. Dla mnie jest szczególnie bliski, bowiem udzielał nam sakramentu małżeństwa na początku swojej pracy duszpasterskiej w Legnicy. Pozostanie w naszej pamięci, jako człowiek oddany całym sercem, ludziom, parafii i miastu.

 

Bronisław Kurowski, Prezes Bractwa św. Józefa

Ks. Władysława Bochnaka poznałem w 1988 r., kiedy przyjechał do Legnicy. Był człowiekiem bardzo pracowitym i uczynnym. Kiedy bp Tadeusz Rybak powołał do istnienia Bractwo św. Józefa, to księdza Infułata ustanowił jego rektorem. Od tego czasu Ks. Bochnak rozwijał kult św. Józefa m.in. przez powoływanie oddziałów bractwa w różnych parafiach naszej diecezji oraz poza jej granicami. Po nabożeństwach z udziałem bractwa, zawsze spotykał się z nami na plebani i tam rozmawialiśmy o życiu Kościoła Legnickiego, ale i o sprawach wiary i sprawach osobistych.

 

Daniel Dziuda, organista w katedrze legnickiej

Jako organista współpracowałem z ks. Infułatem przez wiele lat. To dzięki jemu jestem w tej katedrze, ale też i w Legnicy. Dlatego jestem mu wdzięczny za to. Bo gdyby nie praca, którą mi dał wtedy, to pewnie by mnie dzisiaj nie było w Legnicy. Mogę powiedzieć, że otaczał mnie i moją rodzinę taką ojcowska opieką. Kiedy odwiedzałem go, już po jego przejściu na emeryturę, czy to z okazji Wielkiego Czwartku czy też podczas wakacji, zawsze pytał o zdrowie, o moja żonę i dzieci i o to jak mi się pracuje. Dało się odczuć, że cieszy się z tych naszych spotkań.

 

Stanisław Andrzej Potycz, przewodniczący Duszpasterstwa Ludzi Pracy ‘ 90

Ks. Infułata przede wszystkim zapamiętam, jako przyjaciela i kapelana Duszpasterstwa Ludzi Pracy, którym był od 1990 r. Podczas wspólnych spotkań najczęściej rozmawialiśmy o Księżnej Annie i Henryku Pobożnym, których był zwolennikiem, podobnie jak ja. Pamiętam taką sytuację, kiedy niecałe dwa lata temu wydał publikację na temat Henryka Pobożnego, to jadąc z drukarni przyjechał do mnie, aby wręczyć mi pierwszy egzemplarz tej książki. Ostatni raz z ks. Infułatem widziałem się jakieś dwa miesiące temu, natomiast całkiem niedawno rozmawiałem z nim telefonicznie i umawialiśmy się na spotkanie, do którego już niestety nie doszło. Nauczyłem się od niego organizacji, bowiem był świetnym organizatorem. I jego ciągłe dążenie do wyniesienia na ołtarze Księżnej Anny i Henryka Pobożnego, świadczyło o jego wielkiej miłości do Legnicy.

 

Ks. Józef Borowski, były wikariusz parafii św. Piotra i Pawła

Ks. Infułata znałem w różnych wymiarach. Jako proboszcza, jako wikariusza generalnego i jako człowieka nauki. Potrafił to jakoś umiejętnie łączyć i z tych wszystkich funkcji bardzo dobrze się wywiązywał. Jego dzień zaczynał się od odprawienia Mszy św., potem praca w Kurii, potem wracał i znowu był proboszczem a wieczorem zaczynał być naukowcem. Wielkim takim przeżyciem był czas, kiedy umierała jego mama. Leżała w szpitalu we Wrocławiu a on miał strasznie napięty kalendarz, z racji tego, że jako wikariusz generalny jeździł na wizytacje i bierzmowania. Wyglądało to w ten sposób, ze wracał gdzieś w okolicach g. 21, przebierał się i wieźliśmy go do szpitala. Tam posiedział przy swojej nieprzytomnej już mamie i w środku nocy wracaliśmy na plebanię. Kiedyś podczas jednej z takich podróży ks. Infułat się rozpłakał. Nie odzywaliśmy się, a on w pewnym momencie mówi do nas: „widzicie człowiek musi robić to, tamto a tu umiera matka”. Całą drogę jechał i płakał. Wydarzeń z ks. Infułatem było bardzo wiele, bo jak wiemy była to osoba bardzo barwna, wyrazista, z charakterystycznym temperamentem i osobowością. Mimo iż odszedł to jestem przekonany, że będzie żył nie tylko przez swoje publikacje naukowe, ale będzie żył w opowiadaniach księży.

 

Wacław Szetelnicki, historyk

W mojej pamięci wryje się postać księdza Profesora, który już w 90. roku posiadając uprawnienia kard. Gulbinowicza do rozmów z Armią Radziecką z gen. Dubyninem podjął nieoficjalne rozmowy w celu przejęcia mienia po armii radzieckiej. Był to czas, kiedy wojska sowieckie podpisały traktaty, w których zadeklarowały opuszczenie terenów Polski. On, jako pierwszy podejmuje tego typu rozmowy. On, jako pierwszy rok później doprowadza do wspólnej Mszy w katedrze legnickiej z udziałem wysoko postawionych oficerów armii sowieckiej. Również i gen. Łopata, stacjonujący wtedy w Legnicy darzył wielką przyjaźnią ks. Infułata i po rozpadzie Związku Radzieckiego często go odwiedzał. To były te relacje, które nie tylko pozwalały na swobodne przejęcie zagarniętego mienia po 1945 r. przez władze komunistyczne Kościołowi, ale również była okazja do prowadzenia działalności duszpasterskiej na tym polu gdzie nie można było oficjalnie prowadzić takiej działalności 

 

Kazimiera Jaworskadawna uczenica

Znam ks. Infułata od ponad 50 lat. Pamiętam go jeszcze jako wikariusza w Chojnowie. Wówczas z ks. Drwięgą jako wikariusze rowerem przyjeżdżali do kościoła w Goliszowie uczyć nas religii. Byli zawsze życzliwi, uśmiechnięci i pogodni, a uczniom zawsze przywozili nowość dydaktyczną w tamtych czasach, a mianowicie obrazki do kolorowania. Postać niesamowita, wielki człowiek kościoła, którego naczelnymi wartościami był: Bóg, Honor, Ojczyzna.


 

Ks. Adam Drwięga, kolega ks. Bochnaka

Z ks. Bochnakiem nasza współpraca zaczęła się w 1965 r. Ja byłem wikarym w Chojnowie, a on wikarym w parafii św. Trójcy w Legnicy. Później przyszedł do Chojnowa, gdzie już pracowaliśmy razem. Były to ciężkie warunki. Parafia miała 12 wiosek w tym 7 kościołów. Był to czas kiedy religia była wyrzucona ze szkoły i my uczyliśmy w tych zimnych zakrystiach gdzie dojeżdżaliśmy rowerami. Władziu był serdecznym i pomocnym kolegą. Byliśmy tez spokrewnieni pochodzeniem, ponieważ razem pochodzimy z gór, dlatego od razu znaleźliśmy wspólny język. Był bardzo pracowity, że czasami trzeba go było hamować. Często mu mówiłem „Władziu, nie da się wszystkiego zrobić”. Obecność tylu księży na jego pogrzebie świadczy o tym, że prawdą jest to co mówię.

 

Ks. Paweł Mania, długoletni wikary ks. Bochnaka

Przez 7 lat byłem wikarym u ks. Infułata. Po jego przejściu na emeryturę, dalej go odwiedzałem i nawet zostaliśmy przyjaciółmi. A teraz towarzyszyłem mu w tych ostatnich chwilach. Trzeba powiedzieć, że był człowiekiem, który kierował się konsekwencją działań dla dobra Kościoła, Chrystusa i drugiego człowieka. Jako człowiek, był ciepły i bardzo serdeczny. Ostatnie nasze spotkanie było w szpitalu, kiedy odzyskał przytomność. Nie mógł mówić, bo nie miał już sił, ale ścisnął moja rękę i to było takie przebywanie.

 

Ks. Czesław Mazur, proboszcz parafii Ducha św. we Wrocławiu

Poznałem ks. Infułata w seminarium we Wrocławiu. Najpierw był wychowawcą, dyrektorem ekonomicznym, gospodarczym, potem dyrektorem Caritas, później budował dom księży emerytów. To był wielki budowniczy. Kiedy została utworzona diecezja legnicka, jeździłem z ks. Infułatem na wizytacje. Jeżdżąc po parafiach zawsze w pierwszej kolejności pytał „a ma ksiądz co jeść”, „czy ma ksiądz z czego żyć”. To świadczyło przede wszystkim o jego dobrym sercu. Był takim ojcem dla wszystkich księży. Szkoda, że tacy ludzie tak szybko odchodzą. Miejmy nadzieje że inni będą ich naśladować.

 

 

Ks. Andrzej Raszpla, proboszcz z Wałbrzycha

Ks. Infułata pamiętam jako człowieka bardzo życzliwego i wyrozumiałego wobec kleryków. Podziwiałem jego zaangażowanie w działalność Caritas Metropolii Wrocławskiej, szczególnie w okresie stanu wojennego, kiedy pracowaliśmy przy rozładunku transportów z darami. Później spotkałem ks. Bochnaka kiedy zostałem dyrektorem gospodarczym w seminarium legnickim. Był to ciekawy czas. Wspólnie z ks. Władysławem prowadziłem remont domu oficera na potrzeby Kurii biskupiej i WSD. Był to dla mnie czas takiego budowlanego doświadczenia, którego właśnie on mnie nauczył. Nauczyłem się od niego rozmawiania z ludźmi, załatwiania różnych spraw, rozwiązywania problemów, negocjacji z różnymi wykonawcami budowlanymi, co mi pomaga do dzisiaj.

 

Ks. Julian Źrałko, kolega rokowy ks. Bochnaka

Spotkaliśmy się na 1 roku w seminarium duchownym we Wrocławiu. Zapamiętałem go jako człowieka pracowitego, pobożnego, który bardzo kochał Ojczyznę. Ten patriotyzm objawił się również wtedy, kiedy poleciał do Stanów Zjednoczonych do swojej rodziny. Tam proponowano mu pracę. Jednak nie skorzystał z tej oferty. Kochał Polskę i tutaj chciał być. Uwielbiał kwiaty. Wspaniały organizator. Pochodził z Tatr, z Gronia, z rodziny gdzie było 8 dzieci. Rodzina bardzo dynamiczna. I on miał ten dynamizm w sobie.

 

Tadeusz Krzakowski, prezydent Legnicy

Góral z urodzenia, legniczanin z wyboru, kapłan z powołania. Jeśli miarą wielkości człowieka jest skromność, to on był wielki. Kochał kościół, swoją parafie i miasto, w którym pozostawił niezatarty ślad. Dbał o budynki sakralne. Pamiętam jak zabiegał o środki finansowe na te inwestycje. Swoją wizje zawsze zamieniał w czyn. Szukał sojuszników i ich znajdował. Był człowiekiem mądrego kompromisu, cierpliwym i wyrozumiałym. Zawsze miał czas dla ludzi, przystawał na ulicy, witał się i uchylał ciemnego kapelusza. Ciepły, uśmiechnięty. Taki był śp. ks. Władysław Bochnak. Przez wiele lat był moim sąsiadem. Wykazywał się wielka troska o miasto i cieszył się zmianami, które tutaj zachodziły. Pozostawił po sobie nie tylko wartość, którą zostawił w naszej pamięci ale tez ta zmaterializowaną  w postaci tej świątyni wyniesionej do godności katedry, pomnika na pl. Powstańców Wielkopolskich czy pomnika na Skwerze Orląt Lwowskich. Był człowiekiem czynu. Za to wszystko 10 lat temu Rada Miejska uhonorowała śp. Ks. Infułata tytułem Honorowego Obywatela Miasta. Dzisiaj oddajemy mu honor za to, że kochał miasto, i spieszył się kochać ludzi. On zdążył, jak mówi ks. Tischner, nigdy nie dzielił ludzi. Jak już to na tych którzy wierzą w Pana Boga i na tych w których Pan Bóg wierzy.

 

 

Ks. Włodzimierz Wołyniec, rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Człowiek pozostawia po sobie księgę, którą spisywał stronica, po stronicy w ciągu całego swojego życia. Śp. ks. Władysław Bochnak pozostawił po sobie obszerną i bogatą księgę swojego życia. Są w niej rozdziały dotyczące różnych okresów jego życia: studenckiego, kapłańskiego, wychowawcy w seminarium czy wreszcie dotyczące jego pracy naukowej. Dzisiaj ta księga jest już zamknięta, ale każdy z nas jeśli tylko chce może otwierać tą księgę na dowolnej stronicy i czytać na nowo i się uczyć. W imieniu PWT we Wrocławiu gorąco dziękuje Księdzu Infułatowi, profesorowi naszego wydziału za treść tej księgi, którą nam pozostawił ale także za styl, ponieważ pisał ją z miłości do Boga, Kościoła i w trosce o dobro każdego człowieka.

 

s. Gabriela Kępa, Matka Przełożona Zgromadzenia Sióstr Świętej Marii Magdaleny od Pokuty

Księże Infułacie, z wdzięcznością patrzymy na błogosławiony czas Twojego pasterzowania w naszej wspólnocie. Ojcze, tak do Ciebie zwracałyśmy się, przyjmij nasze słowa szczerego podziękowania w imieniu moim własnym i wszystkich sióstr Magdalenek od Pokuty. Doświadczałyśmy troski Twego ojcowskiego serca w wielu dziedzinach życia całego naszego instytutu jak i życia każdej z nas. Bliska Ci była każda sprawa, która dotyczyła sióstr i dobra zgromadzenia. Zawsze umiałeś znaleźć rozwiązanie. Zabiegałeś o materialny i duchowny rozwój naszej wspólnoty. Nie szczędziłeś, serca, sił ani czasu. Przyjmij naszą ogromną wdzięczność za Twoja miłość do Zakonu Sióstr Magdalenek od Pokuty, która trwała przez całe Twoje kapłańskie życie.

 

Tadeusz Samborski, prezes Stowarzyszenia Kulturalne Krajobrazy

Żegnam Cię, Księże Infułacie w imieniu ludowców ziemi legnickiej, którzy są Ci wdzięczni za manifestowany przy wielu okazjach szacunek do etosu polskiego, którego składnikami są: umiłowanie ziemi rodzicielki i ojczystej przyrody, poszanowanie rodziców, ludzi starszych, a także pomoc sąsiedzka. Bardzo zbliżał nas do siebie pogląd o potrzebie kultury ludowej z jej humanistycznym przesłaniem jako ducha polskości. Czcigodny księże Infułacie dziś zegnają cię także kresowianie ziemi legnickiej, byli mieszkańcy polskich kresów wschodnich. Ich potomkowie dziękują Ci gorąco za pomoc w ochronie i promowaniu kultury przywiezionej z kresów, a także za rozwój kultu i godne miejsce dla obrazu Matki Bożej Nadwórnej, która zdobi jeden z ołtarzy katedry. Z całego serca dziękujemy za przewodniczenie kresowym Mszą św. Czcigodny Księże Infułacie, przed oblicze Najwyższego Pana podążasz z koszem dobrych uczynków i zasług wobec Pana Boga i ludzi.

 

Prezes Stowarzyszenia „Nadwórna”

Żegnamy dzisiaj Księdza Infułata, dzięki któremu mogliśmy się tutaj modlić i jednoczyć. Dzięki jego kapłańskiej dobroci oraz sile był naszą najsilniejszą częścią. Dzisiaj Nadwórna modli się za zmarłego ks. Inf. Władysława Bochnaka





 

 

Ks. bp Ignacy Dec, biskup Świdnicki

Trwająca 54 lata posługa kapłańska Księdza Infułata miała miejsce w dwóch diecezjach archidiecezji wrocławskiej i diecezji legnickiej. Nie czas dzisiaj na wyszczególnianie najważniejszych dokonań Księdza Bochnaka zarówno w środowisku wrocławskim jak i legnickim. Z pewnością dokładna rejestracja dokonań ks. Infułata sporządzą nasi historycy. Bylibyśmy jednak niewdzięcznikami, byśmy dzisiaj nie podziękowali Panu Bogu, że dał nam tak oddanego kościołowi kapłana, którego trwałe ślady działalności spotkamy niemal na każdym kroku w naszych ludzkich sercach i widzialnych strukturach kościoła. Wdzięczność kościoła wyraziliśmy w tej Eucharystii pogrzebowej. Niech ta wdzięczność w nas trwa  po najdłuższe lata. Jest wielka potrzeba naszych serc abyśmy słowo wdzięczności skierowali do zmarłego kapłana który żyje w wieczności i pozostaje w naszych sercach. Na prośbę Biskupa legnickiego czynie to imieniem duchowieństwa trzech dolnośląskich diecezji . Drogi Księże Infułacie, brakuje nam słów by wyrazić nasze uznanie i wdzięczność. Wszystko co może być powiedziane może okazać się za małe i nieadekwatne. Dlatego pozostajemy w milczeniu w postawie wdzięczności wobec Pan Boga za Ciebie. A Tobie dziękujemy za ogromną miłość do kościoła i człowieka. Nigdy nie walczyłeś z ludźmi ale zawsze o ludzi. Byłeś oddanym i cenionych wychowawcą alumnów i młodego duchowieństwa. Byłeś wiernym przyjacielem księży i oddanym współpracownikiem. Żegnaj drogi przyjacielu, niezmordowany pracowniku winnicy pańskiej niech Pan będzie dla Ciebie największą Nagrodą.

 

Piotr, siostrzeniec ks. Bochnaka

Sprowadziła nas tutaj miłość i szacunek do śp. ks. Władysława Bochnaka. Przyjechaliśmy z daleka, z Gronia, Białki, Leśnicy, Rzeszowa, Witowa i innych miejscowości, aby godnie podziękować naszemu księdzu.

Dziękujemy legniczanom, władzom Legnicy księdzu biskupowi, księdzu proboszczowi za uhonorowanie naszego ks. Władysława. Wiedzieliśmy, ze ma dużo obowiązków po nie miał za dużo czas żeby do nas przyjeżdżać. Ale kiedy był pamiętał o rodzinnym Groniu, i o rodzeństwie. Zawsze odpowiadał na nasze zaproszenia. Chrzcił nasze dzieci, udzielał nam ślubu, odprawiał pogrzeby. Pamiętał też o sanktuarium Maryjnym w Ludźmierzu i o swojej parafii w Groniu. Za to wszystko Ks. Władysławie wielki Bóg zapłać. Dzisiaj tak po ludzku trudno nam przyjąć że ks. Władysław nie przyjedzie już do nas na Podhale, że już na zawsze zostanie tu w Legnicy. Zostanie też w naszych sercach i pamięci. Wierzymy, że wujku Władysławie, jesteś już tam w niebie i na niebieskich polanach głosisz chwałę Boga ze wszystkim świętymi. Błogosław nam w naszych rodzinach i parafii. Odpoczywaj w pokoju wiecznym.

 

 

Ks. Ireneusz Alczyk, proboszcz parafii Tyniec Mały, wychowanek ks. Bochnaka

Ks. Bochnak przywitał nas 36 lat temu w Seminarium Duchownym we Wrocławiu. Mówił, że są przełożeni wewnętrzni i zewnętrzni czyli zajmujący się sprawami duchowymi i porządkowymi, a o sobie mówił, że jest zewnętrznym i wewnętrznym. Jako dyrektor troszczył się o sprawy materialne, ale jako opiekun o nasze sprawy rozwoju duchowego w przygotowaniu do kapłaństwa. Był to wychowawca zachęcający, który mówił, że jesteśmy powołaniami nadziejnymi, mamy być pełni nadziei.  Jego bogata osobowość wyrażała się właśnie w takim bogatym słownictwie i niepowtarzalnym. Często powtarzamy te jego myśli i wyrażenia już jako swoje.

 

Bp Zbigniew Kiernikowski, biskup legnicki

Ks. Bochnaka odwiedziłem w szpitalu przed tygodniem kiedy mieliśmy okazje jeszcze porozmawiać. Ostatni raz byłem u niego na kilka godzin przed śmiercią, wtedy już był nieprzytomny. Doceniam Jego zasługi dla diecezji. Wszystko to co zrobił pozostaje u fundamentów. Cieszę, się że mogliśmy go pochować w krypcie jako kogoś kto był prekursorem wszystkiego tego co się stało w diecezji.

 

 

 

 

Wysłuchała i opracowała: Monika Łukaszów (Tygodnik „Niedziela”)   

 

 

Całość do wysłuchania na www.legnica.fm